W tygodniku „Angora” ukazała się recenzja książki „Uczucia niekonieczne” Aleksandry Domańskiej.
Agnieszka Freus pisze: Ta książka wyrosła z dwóch słów, które autorce, Aleksandrze Domańskiej, przekazała Maria Wasowska, żona jednego ze Starszych Panów – Jerzego Wasowskiego. Mieszkając po sąsiedzku, spotykały się czasem przy kawie w saloniku pani Marii, która była już wdową po panu Jerzym. Któregoś razu pisarka opowiedziała sąsiadce o powołaniu do życia Sklepu Rzeczy Niekoniecznych, bo pod tym szyldem chciała „sprzedać” czytelnikom ważne dla niej, a z pozoru nieistotne wydarzenia. Wtedy pani Maria wyszła do drugiego pokoju i wróciła z maleńkim kawałkiem kartki, na którym napisała ołówkiem: „Uczucia Niekonieczne”.
Zgromadzone przez ostatnie lata myśli o sprawach na pierwszy rzut oka mało ważnych Domańska zebrała w maleńkiej książce, której tytuł jest przytoczeniem słów skreślonych na skrawku przez nestorkę. Tematycznie jest tu wszystko: opis włóczenia się bez celu, bycia zachwyconym bez powodu, przestrajanie się z hałasu na ciszę. Rozważanie nad tym, co by Wieczność zrobiła bez naszej ludzkiej znikomości, ale i o tym, czy zanosić kaczkę ze zwichniętą nogą do pogotowia dla zwierząt. Są dykteryjki o siadaniu przed podróżą, o łowieniu, patrzeniu w niebo i słuchaniu ryczenia bydła przeżuwającego trawę. Są też poważniejsze rzeczy: wojna w Ukrainie, postawa Polaków i dość surowa ocena człowieczeństwa, które się w nas tylko na chwilę „pokazuje”; są pamiętniki zesłańców i przepastne skrywane historie. Generalnie jest tu lirycznie, ale bywa też naprawdę do śmiechu – np. kiedy się czyta opowiastkę o biegu terenowym w Kampinosie i postawie jednego biegnącego!
Znakomite to jest, skłania do wielopoziomowych refleksji. Precyzyjnie ujęte, bo Aleksandra Domańska od lat specjalizuje się w pisaniu małej formy. Gdyby chcieć znaleźć jakieś porównanie na zachętę – ten sposób widzenia świata zbliża się do słynnych „Szczelin istnienia” Jolanty Brach-Czainy.
Brak komentarzy
Możliwość komentowania jest wyłączona.